Państwa Bałtyckie nie należą do czołówki najpopularniejszych kierunków zagranicznych wycieczek. W mediach przewijają się dziś raczej w temacie zagrożenia ze strony Rosji, a o walorach turystycznych mówi się zdecydowanie zbyt mało. Choć płaski i dość monotonny krajobraz tego regionu nie może się równać z skandynawskimi, czy bałkańskimi pejzażami, Kraje Bałtyckie zyskują za sprawą stolic, które śmiało można określić miastami na europejskim poziomie. Aby zachęcić Was do odwiedzenia tych stron i pomóc w wyborze kierunku, przygotowałem ranking owych miast, dorzucając jeszcze Helsinki, położone nie tak daleko od estońskiej stolicy – Tallinna. Tworząc zestawienie kierowałem się subiektywnymi odczuciami. Rzecz jasna, każde z tych miast odwiedziłem co najmniej raz. Wilno nawet sześciokrotnie.
Miejsce 4: Helsinki 🇫🇮
Fińska stolica jest zdecydowanie najmłodszą w zestawieniu. Miasto zostało założone w połowie XVI wieku przez króla Szwecji Gustawa Wazę, ale próżno szukać w nim zabudowy z tamtej epoki. Podczas wielkiej wojny północnej w XVIII stuleciu Helsinki zostały złupione i zniszczone przez wojska rosyjskie. Miasto odbudowano, ale niecały wiek później strawił je katastrofalny pożar. Najstarsze budynki w centrum miasta pochodzą zatem z XIX stulecia. Najwspanialszym z nich jest klasycystyczna luterańska katedra, która uchodzi za główną atrakcję stolicy.
Helsinki odróżniają się zatem od metropolii Państw Bałtyckich brakiem starego miasta oraz średniowiecznej zabudowy. Architektura centrum jest dość surowa i nie każdemu przypadnie do gustu. Poza okolicami Placu Senackiego dominują tam dwudziestowieczne gmachy i współczesne budynki z czerwonej cegły. W wielu z nich mieszczą się sklepy, bary i hotele.
Czy oznacza to, że Helsinki nie mają nic ciekawego do zaoferowania? Bynajmniej. Biała luterańska katedra, górująca nad Placem Senackim, prezentuje się z zewnątrz obłędnie i bez wahania mogę stwierdzić, że jest to jeden z najładniejszych kościołów, jakie kiedykolwiek widziałem. Szkoda tylko, że w środku nie prezentuje się zbyt zachęcająco, ale taka już specyfika ewangelickich świątyń. Drugim ważnym obiektem sakralnym jest nieco młodszy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, zwany Soborem Uspieńskim. W centrum warto również zwrócić uwagę na gmach dworca kolejowego z początku XX wieku i targ Kaupattori nad brzegiem Bałtyku.
Dużym atutem Helsinek jest położenie. Szkierowe wybrzeże z masą skalistych wysepek robi przyjemne wrażenie i od razu kojarzy się ze stereotypowym skandynawskim krajobrazem. Wśród wysp szczególnie warto odwiedzić Suomenlinnę i Seurasaari. Pierwsza słynie z XVIII-wiecznej szwedzkiej twierdzy, wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Można się tam dostać promem z rynku Kaupattori w cenie komunikacji miejskiej. Porośnięta lasem Seurasaari znajduje się z kolei na uboczu, kilka kilometrów na północny zachód od centrum. Tym, co czyni ją wyjątkową, jest ludowy skansen, który można zwiedzać za darmo. Wejście do środka drewnianych budynków jest, co prawda, biletowane, ale myślę, że wielu zadowoli sam spacer po tym bardzo klimatycznym zakątku. Jeśli po głośnym centrum macie ochotę na wizytę na łonie natury, wybierzcie się tam, bądź do Parku Sibeliusa ze słynnym pomnikiem fińskiego kompozytora.
Helsinki to też muzea, choćby galeria sztuki Ateneum, czy muzeum sztuki współczesnej Kiasma. Nie można nie wspomnieć również o licznych saunach, które są nieodłącznym elementem fińskiej kultury. W starym porcie znajdziecie kompleks Allas Sea Pool z trzema odkrytymi basenami, oraz saunami (już zamkniętymi). Liczcie się jednak z wysokimi cenami biletów.
Na koniec wspomnę o kilku futurystycznych i nietypowych budynkach. W pobliżu dworca kolejowego znajduje się biblioteka Oodi z charakterystyczną fasadą i kaplica ciszy Kamppi, gdzie mieszkańcy Helsinek mogą wchodzić swobodnie na spokojną modlitwę, ale turyści muszą już płacić 5 euro. Wiele przewodników poleca też Temppeliaukio, czyli kościół w skale, położony niedaleko centrum.
Helsinki zwiedza się zatem dość nietypowo, jak na europejską stolicę. Atrakcje są rozsiane po mieście i ciężko obejść wszystko na piechotę. Komunikacja miejska jest dobrze rozwinięta, ale dość kosztowna. Bilet kosztuje 3.5 euro i jest ważny przez 80 minut. Plus taki, że obowiązuje również na transport wodny. Generalnie pod kątem kosztów Helsinki są zdecydowanie droższe od Tallinnu, a tym bardziej od Wilna i Rygi.
Jak się dostać do fińskiej stolicy? Oczywiście samolotem, ale popularną opcją jest też rejs promem z Tallinnu. Osobiście skorzystałem z tego rozwiązania, trafiając na promocję – około 25 euro w dwie strony. Podróż przez Zatokę Fińską trwa nieco ponad dwie godziny, a statki są odporne na bujanie, więc nawet z chorobą morską była to całkiem przyjemna „przejażdżka”.
Miejsce 3: Wilno 🇱🇹
Niegdyś jedno z najważniejszych miast I i II Rzeczypospolitej, a dziś stolica Republiki Litewskiej. Polskość w Wilnie wciąż jest obecna, jednak niestety od lat władze starają się ją wyprzeć, czy to uderzając w polskie szkolnictwo, czy też pozbywając się polskich inskrypcji i symboli. Niemniej jednak, przemierzając ulice starówki z pewnością nie przegapimy miejsc ważnych dla polskiej historii i kultury. Chodzi tu przede wszystkim o Ostrą Bramę ze słynnym obrazem Matki Bożej oraz Uniwersytet Wileński, który ukończyli m.in. Mickiewicz, Słowacki, czy Miłosz. Jeżeli chodzi o autora „Pana Tadeusza”, to w pobliżu Ostrej Bramy, przy kościele grekokatolickim można odwiedzić słynną celę Konrada z „Dziadów”. Mickiewicz był tam więziony przez rosyjskich zaborców, co zainspirowało go do stworzenia tej sceny. Poza ścisłym centrum warto udać się także na zabytkowy Cmentarz na Rossie, na którym spoczywa m.in rodzina Józefa Piłsudskiego i jego serce. Jeśli macie więcej czasu, to polecam też wybrać się na pięknie położony, lesisty Cmentarz na Antokolu z kwaterą polskich żołnierzy i do miejsca pamięci w Ponarach, gdzie podczas II wojny światowej Niemcy i litewscy kolaboranci dokonywali masowych egzekucji na Żydach i Polakach.
Wilno to jednak nie tylko polskość, ale też piękna barokowa starówka, pełna urokliwych uliczek z kafejkami. Spacer po tej części miasta jest naprawdę przyjemny, zwłaszcza, że nawet w sezonie turystycznym nie ma tam takiego zgiełku jak choćby w Krakowie, czy Gdańsku. Podczas zwiedzania starego miasta polecam zajrzeć pod pałac prezydencki, na reprezentacyjny deptak Pilies, czy do prawosławnej Cerkwi św. Ducha, w której spoczywają trzej wileńscy męczennicy. Oczywiście, stolica jest też pełna katolickich świątyń, z których największe wrażenie robi klasycystyczna bazylika archikatedralna u podnóża Wzgórza Giedymina. Wnętrzem nie ma sobie równych natomiast barokowy Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu, który zachwyca licznymi marmurowymi rzeźbami.
Bolączką Wilna jest to, że poza ścisłym centrum nie prezentuje się ono najlepiej. Wiele budynków jest w opłakanym stanie, a przy każdej z moich sześciu wizyt widziałem masę rusztowań i rozkopanych ulic. Remonty w litewskiej stolicy nie mają chyba końca. Sypiące się kamienice kontrastują z nowoczesną dzielnicą biznesową, oddzieloną od starego miasta rzeką Wilią. Entuzjaści oszklonych wieżowców powinni być ukontentowani, ponieważ wileński „Manhattan” robi naprawdę dobre wrażenie.
Pasjonaci muzeów także znajdą coś dla siebie. Bezpośrednio przy katedrze odbudowano zamek dolny, w którym mieści się popularne muzeum historyczne. Ponadto Wilno oferuje też kilka galerii sztuki i mroczniejsze zakątki, choćby Muzeum Ludobójstwa, czy Muzeum KGB. Nie odwiedzałem ich, więc nie mogę żadnego polecić.
Do miasta Mickiewicza można dostać się z Polski samolotem, koleją, czy też autokarem. Opcji jest naprawdę sporo i nie są bardzo obciążające dla portfela. Budżetowo Wilno wypada wyraźnie korzystniej od Helsinek, czy Tallinnu, aczkolwiek jest tam odrobinę drożej niż w Polsce. Podczas pobytu warto spróbować litewskiego jedzenia, chociażby cepelinów, czy chłodnika. Osobiście nie jestem wielkim fanem, ale wielu osobom smakuje. Nie zapomnijcie też kupić kwasu chlebowego (giry).
Podsumowując, Wilno to ciekawe miasto z wieloma polskimi śladami i przyjemną starówką. Jednocześnie architektura poza turystycznymi miejscami może przygnębić, a atrakcji nie ma wcale przesadnie dużo i w zasadzie to Wilno można całkiem dobrze poznać w zaledwie jeden dzień. Jeśli planujecie zostać na dużej, warto rozważyć wizytę w zrekonstruowanym Zamku w Trokach, bądź wyprawę nad któreś z litewskich jezior.
Miejsce 2: Ryga 🇱🇻
Ryga jest w moim mniemaniu wyraźnie ładniejsza i przyjemniejsza od Wilna i Helsinek. Choć ze wszystkich zestawionych miast, to tutaj komunistyczna zabudowa najbardziej kłuje w oczy, stolica Łotwy nadrabia to piękną i rozległą starówką z masą kolorowych kamienic.
Miasto zostało założone w 1201 r. przy ujściu Dźwiny do Bałtyku i stopniowo stawało się ważnym ośrodkiem handlu. Przez wieki przechodziło z rąk do rąk, znajdując się pod panowaniem m.in zakonu kawalerów mieczowych, krzyżaków, Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Szwecji, czy wreszcie Imperium Rosyjskiego. W 1918 r. Ryga została stolicą nowopowstałego państwa łotewskiego, które w 1940 r. zostało wcielone do Związku Radzieckiego. Od 1991 r. miasto znów jest stolicą Łotwy i zamieszkuje je ponad 1/3 populacji kraju.
Wizualnie stare centrum Rygi przypomina mi nieco Wrocław. Górują nad nim wielkie luterańskie kościoły Katedra Najświętszej Marii Panny, oraz Kościół św. Piotra z ponad 120-metrową wieżą, na którą można wjechać widną za opłatą 9 euro. Warto zapłacić, ponieważ widok na starówkę robi naprawdę niezłe wrażenie. Wnętrza kościołów natomiast nie powalają, czego zresztą można się po protestanckich świątyniach spodziewać.
Najbardziej charakterystyczną budowlą Rygi i najważniejszym symbolem miasta nie jest jednak żaden kościół, lecz Dom Bractwa Czarnogłowych. Mieściła się w nim siedziba zrzeszenia bogatych nieżonatych kupców pochodzenia niemieckiego, działającego na terenie Inflant. Podczas II wojny światowej budynek zniszczono, jednak został odbudowany w latach 90. i dziś trudno wyobrazić sobie Rygę bez jego charakterystycznej fasady. Wnętrze domu można zwiedzać za opłatą. Innym charakterystycznym budynkiem jest Koci Dom. Jego dach zdobi figura wyprężonego kota, obecna na wielu magnesach i pocztówkach. Wśród ważnych atrakcji starówki nie sposób też nie wymienić zamku krzyżackiego nad Dźwiną, w którym urzęduje dziś prezydent Łotwy; kamieniczek Trzej Bracia, będących odpowiedzią na tallińskie Trzy Siostry; a także ratusza, stojącego naprzeciw Domu Bractwa Czarnogłowych. Moim osobistym faworytem jest natomiast średniowieczna restauracja „Vinarium civitatis rigensis”, którą możemy odwiedzić nawet bez zamawiania. Znajduje się ona pod ziemią i jest znakomicie stylizowana. Musicie zobaczyć to na własne oczy!
Nie przesadzę, mówiąc, że starego miasto w Rydze jest na podobnym poziomie do tego we Wrocławiu i Gdańsku, a tutejsze kamienice być może nawet przebijają urokiem te ze wspomnianych miast. Nawet w szczycie sezonu nie ma tu tłumów turystów, więc spacer brukowanymi uliczkami w otoczeniu kolorowych domów to czysta przyjemność. A jeśli chcecie chwilę odpocząć w otoczeniu zieleni, to ze starówką graniczy park Wzgórze Bastionowe, który warto odwiedzić.
Ryga nie opiera się tylko na starym mieście. Zaraz po przyjeździe z pewnością zwrócicie uwagę na socrealistyczny gmach Państwowej Akademii Nauk, przypominający wyraźnie Pałac Kultury i Nauki w Warszawie oraz Siedem Sióstr Stalina w Moskwie. Budowla znajduje się w pobliżu dworca kolejowego i autobusowego, a w okolicy postawiono trochę dziwnych metalowych rzeźb rodem z science-fiction.
Na lewym brzegu Dźwiny wyróżnia się natomiast gmach Biblioteki Narodowej, który można zwiedzić w środku. Podobnie jak w Wilnie, stoją tam także oszklone wieżowce, skupione w pobliżu jednego z mostów. Nad południowymi przedmieściami góruje z kolei potężna wieża telewizyjna o dosć nietypowej i ciekawej sylwetce.
W sąsiedztwie łotewskiej metropolii znajduje się też popularny bałtycki kurort Jurmała z szerokimi plażami i drewnianą uzdrowiskową zabudową. Jadąc pociągiem na zachód po godzinie dotrzemy z kolei do Parku Narodowego Kemeri, zachwycającego rozległymi moczarami., które możemy podziwiać z platformy widokowej. Bilety kolejowe są bardzo tanie, a za wejście do parku nic nie płacimy. W okolicy Rygi znajduje się też Kircholm, miejsce zwycięstwa wojsk Rzeczypospolitej nad armią szwedzkiego króla.
Ryga to miasto przystępne cenowo i najtańsza ze stolic Państw Bałtyckich. Komunikacja miejska działa sprawnie, a okolice Rygi są bardzo dobrze skomunikowane koleją i autobusami. Z Polski można się tu dostać autobusem lub samolotem. Zdecydowanie polecam łotewską stolicę na co najmniej dwudniowy wypad i jeśli wahacie się nad nią i Wilnem, to sugeruję w pierwszej kolejności udać się właśnie tu, chyba że bardziej zależy wam na doznaniach historycznych i kulturowych, bo pod tym kątem Wilno wygrywa. W Rydze polskich śladów jest mniej, niż się spodziewałem, ale wciąż działa tu m.in. polskie gimnazjum.
Miejsce 1: Tallinn 🇪🇪
Tallinn w Estonii urzeka wspaniałym starym miastem, pełnym kościołów i nastrojowych uliczek. Stolica ta leży nad Zatoką Fińską, która oddziela ją od nieodległych Helsinek. Choć historia Tallinna jako ośrodka handlu zaczęła się już w pierwszym tysiącleciu naszej ery, pod obecną nazwą jest znany dopiero od 1918 r. Wcześniej przez wieki widniał na mapach jako Reval, a następnie Revel. W średniowieczu władali nim m.in. fińscy kupcy, królowie Danii, zakon kawalerów mieczowych oraz Krzyżacy. Następnie miasto przypadło Szwecji, później Rosji, a w 1918 r. stało się stolicą Estonii. Po wybuchu II wojny światowej zostało wcielone do Związku Radzieckiego, a od 1991 r. znów urzęduje tu rząd Estonii. Dziś jest to nowoczesny ośrodek, uważany za jedno z najlepszych miast do życia w Europie. Moim zdaniem jest to również najbardziej atrakcyjna turystycznie ze stolic Państw Bałtyckich, a to przede wszystkim za sprawą najlepiej zachowanej na północy kontynentu starówki.
Sercem tallińskiego starego miasta jest rynek z charakterystycznym gotyckim ratuszem z początku XV stulecia. W jednym z budynków przy placu działa najdłużej funkcjonująca apteka w Europie, zwana ratuszową. Można tam za darmo odwiedzić małe muzeum farmacji z bardzo ciekawą wystawą niekonwencjonalnych środków leczniczych. Znajdziecie tam m.in. rękę egipskiej mumii, tłuszcz żmiii, czy siusiaka jelenia. Przyznacie, że to dość nietypowe medykamenty.
Kościołów również w Tallinnie nie brakuje. Najbardziej ikoniczną świątynią w mieście jest Kościół św. Olafa, którego wieża była w XVI wieku najwyższą budowlą w Europie. Spłonęła ona w 1625 r. Obecny kościół pochodzi z pierwszej połowy XX wieku i góruje nad północną częścią starówki. Dorównać mu rozmiarami próbuje luterański Kościół św. Mikołaja, w którym działa muzeum sztuki sakralnej. Uwagę zwraca także prawosławny Sobór św. Aleksandra Newskiego, leżący na wzgórzu Toompea, w sąsiedztwie estońskiego parlamentu.
A co do samego wzgórza Toompea – choć nie jest ono wysokie, można z niego podziwiać naprawdę przyjemną panoramę starego miasta. W tym celu odwiedźcie koniecznie punkty widokowe Kohtuotsa i Patkuli. Widok z tego pierwszego jest szczególnie ciekawy, bo to stamtąd najlepiej widać kontrast między starym centrum Tallinna, a nowoczesnymi wieżowcami. Wspinaczka na wzgórze jest banalna, a przy okazji zobaczycie m.in. sobór, ewangelicką katedrę i mury obronne, w tym słynną basztę Kiek in de Kok, w której mieści się muzeum fortyfikacji. Bilet obejmuje także wejście do podziemnych tuneli, używanych w trakcie II wojny światowej. Wstęp kosztuje 16 euro.
Jak już mówimy o murach miejskich, to trzeba przyznać, że zachowały się one w naprawdę dobrym stanie, a ich masywność robi duże wrażenie. Na północy starego miasta znajdziecie największą basztę, zwaną Grubą Małgorzatą, mieszczą sekcję muzeum morskiego. Z kolei najwyższa wieża, Wysoki Herman, przylega do pałacu, w którym urzęduje estoński parlament. Ikonicznym miejscem w Tallinnie, często pojawiającym się na pocztówkach, jest natomiast brama Viru.
Tallinn oferuje całkiem sporo muzeów, w tym np. interaktywne Muzeum Zdrowia, nowoczesne Muzeum Morskie, czy pałac Kadriorg, wybudowany dla żony cara Piotra Wielkiego. Rezydencję otacza przyjemny park, po którym możemy przespacerować się za darmo. Niestety, ceny wstępów tanie nie są i za większość atrakcji musimy wydać co najmniej kilkanaście euro. Miłośnicy muzeów mogą rozważyć zakup Tallinn Card (ponad 40 euro za 24 h), umożliwiającą wejście do znacznej części wnętrz i darmową komunikację publiczną. Jeśli natomiast preferujecie atrakcje na zewnątrz, to poza starówką polecam wspomniany park Kardiorg, a także piaszczyste wybrzeże Morza Bałtyckiego, ruiny opactwa Pirita, czy Telliskivi Loomelinnak – hipsterski zakątek na dawnych terenach przemysłowych w sąsiedztwie dworca kolejowego. Warto rozważyć też rejs do Helsinek – trwa on około 2 godzin, a ceny zaczynają się nawet od 25 euro w dwie strony.
Dla portfela Tallinn nie jest tak przyjazny jak Ryga, ale daleko mu do Helsinek. Zakupy spożywcze są wyraźnie droższe niż w Polsce, podobnie zresztą jak obiady w restauracjach. Zakwaterowanie w hostelach na starym mieście można natomiast znaleźć nawet za kilkanaście euro. Po stolicy najlepiej poruszać się tramwajami i autobusami – bilet jednorazowy kosztuje 2 euro. Lotnisko znajduje się niedaleko od centrum i jest łatwo dostępne. Poza Tallinn można wybrać się także koleją. Okolica miasta nie jest tak ciekawa, jak w pobliżu Rygi, czy Helsinek, jednak estońskiemu wybrzeżu nie można odmówić uroku. Warto rozważyć wycieczkę do bagnistego Parku Narodowego Lahemaa, dłuższy wyjazd na wyspy Hiuma lub Sarema, wyprawę do miasta Tartu, czy Narwy na granicy z Rosją.
