Lizbona – tramwaje, kościoły i bezdomni. Czy  stolica zasługuje na swą renomę?
Lizbona – tramwaje, kościoły i bezdomni. Czy stolica zasługuje na swą renomę?

Lizbona – tramwaje, kościoły i bezdomni. Czy stolica zasługuje na swą renomę?

Lizbona – portugalska stolica, miasto słynące z tramwajów, muzyki fado i czerwonych dachów. Niegdyś jedno z największych miast w Europie, dziś centrum sporej aglomeracji,  skupiającej prawie 40% PKB tego iberyjskiego państwa. Od dekad popularny cel podróży, zachęcający dużą dostępnością lotów i niezbyt drogimi noclegami, oraz oczywiście renomą. Niestety, nie wszystko jest tam takie kolorowe, jak może się wydawać. Miasto zmaga się z wieloma problemami, w tym bezdomnością i przeciążeniem turystyką. Czy Lizbona faktycznie zasługuje na swój status jednej z najpiękniejszych europejskich stolic i czy warto w ogóle odwiedzić to miasto? 

Oczekiwania vs rzeczywistość

O Lizbonie przez lata słyszałem same dobre rzeczy. Miasto widniało wysoko na mojej liście miast do odwiedzenia i kiedy pod koniec 2024 r. po raz pierwszy planowałem wizytę na Półwyspie Iberyjskim, po prostu musiałem uwzględnić ją w swoim planie. Miałem wówczas trochę wyidealizowany obraz tego miasta. Kojarzyło mi się jako bardzo przyjazne, czyste, spokojne, gdzie po prostu spaceruje się bez żadnych zmartwień po uroczych uliczkach, delektując się piękną pogodą i architekturą. Tak przedstawiane jest to miasto w Internecie i telewizji i taki właśnie obraz wbiłem sobie do głowy za sprawą znajomych, którzy kiedyś tam byli. Bardzo podobnie prezentowano zresztą prezentowano Lizbonę podczas Eurowizji w 2018 r., którą oglądałem wówczas z mamą i którą kojarzę w sumie w takim samym stopniu z repertuarem, jak i intensywną promocją miasta.

Do Lizbony dojechałem o jakiejś siódmej rano nocnym autobusem z Madrytu. Po pierwszej wizycie w Hiszpanii miałem dobre wrażenia i nie mogłem się doczekać zwiedzania portugalskiej stolicy. Był to luty, a więc nie szczyt sezonu, toteż nie spodziewałem się szczególnego tłoku. Dojechałem z dworca autobusowego na Praça do Comércio, serce miasta i od razu brutalnie zderzyłem się z rzeczywistością. Od zatoki strasznie śmierdziało, przy brzegu dwóch gości paliło blanty, a na ogromnym placu krzątało się może z pięć osób. Ale, to nic, miasto najwidoczniej budzi się dość późno. Zacząłem zwiedzanie.

Piesek kulturalnie po pasach
Poranne pustki

Dni w Lizbonie niestety przytrafiły mi się ponure, chociaż to się wszędzie może zdarzyć, zatem nie ma co narzekać. Gorzej z zapachami, bo na wielu uliczkach po prostu przeraźliwie cuchnęło z kanalizacji. W dodatku szybko napotkałem pierwsze namioty z bezdomnymi. Większość z nich to migranci z Brazylii, Afryki i Bliskiego Wschodu, których państwo do niedawna ochoczo wpuszczało. Większość ułożyła sobie życie i pracują w różnych zawodach – jako kelnerzy, kierowcy autobusów, policjanci, etc. Łącznie napływowcy stanowią 15% populacji kraju, ale w Lizbonie i Porto ten odsetek jest znacznie wyższy. Niestety, niewielka część ludności napływowej nie potrafi (bądź nie chce) zasymilować się i krzątają się po ulicach, żebrząc, bądź po prostu szukając zaczepki. Miałem na bocznych uliczkach kilka nieprzyjemnych sytuacji, które na szczęście skończyły się na cwaniakowaniu, bądź nachalnym proszeniu o kasę. Oczywiście głównie po portugalsku. Raz w Parku Edwarda VII przechodziłem koło ławki, na której leżał bezdomny i ten nagle wstał i zaczął się na mnie wydzierać. Po hiszpańsku co nieco hablam i potrafię odczytać trochę w obu językach, ale portugalska wymowa to dla mnie jakaś magia, więc nic nie zrozumiałem. Generalnie nieprzyjemna sytuacja.

W kwestii bezdomności. Lizbona zmaga się z dużym kryzysem mieszkalnictwa, przy którym nawet rynek nieruchomości w Krakowie i Warszawce to studnia tanich apartamentów. Lokali po prostu brakuje,  zwłaszcza że wiele dawnych mieszkań zostało przemianowanych na restauracje, kawiarnie i hostele. Jest to jeden z powodów, dla którego część miejscowych nie pała sympatią do turystów, ogłaszając to wszem i wobec za pomocą graffiti typu „Tourists, fuck off”.  Niestety, chodząc po mieście napotkamy nie tylko takie bohomazy, ale też namioty lub legowiska należące do lizbońskiej biedoty. Bezdomni rozbijają się nawet na głównych skwerach, albo placach zabaw i, z tego, co zauważyłem, policja nieszczególnie na to reaguje. Jest to bardzo smutny widok, którego się nie tu nie spodziewałem. W hiszpańskich miastach problem też występuje, lecz nie jest aż tak widoczny.

To, co jeszcze, razi mnie w Lizbonie, to komunikacja miejska, która nie dość, że jest droga (jeśli dobrze pamiętam to 2,2 euro za jednorazowy bilet, przy przesiadce musisz kupić kolejny), to jeszcze jeździ z niską częstotliwością i na turystycznych trasach nawet w lutym bywa tak zatłoczona, że nawet nie zatrzymuje się na przystanku. W dodatku na przystankach nie ma rozkładów jazdy, więc bez internetu ciężko się odnaleźć. Na szczęście po centrum można poruszać się na nogach. Problem pojawia się, jeśli chcemy dotrzeć np. do Belem, statuy Chrystusa, bądź oceanarium. Wtedy trzeba się trochę pomęczyć z tramwajami i autobusami.

No i ostatnia rzecz – tłumy. Nie spodziewałem się, że w lutym będzie takie oblężenie. Kolejki do płatnych atrakcji ciągną się naprawdę długo i boję się pomyśleć, jak to wygląda w sezonie. Mówię tu np. o klasztorze hieronimitów i Torre de Belem. Jeśli zależy wam na wchodzeniu do takich miejsc, koniecznie rezerwujcie bilety online i unikajcie weekendów oraz godzin szczytu. Oszczędzicie w ten sposób bardzo dużo czasu i frustracji. 

Na placu zabaw. W środku siedzieli biedacy
Założę się, że wieczorem można tu dostać po pysku
To akurat na dosyć ważnym placu niedaleko Rossio
Są też silne nastroje propalestyńskie

Walory Lizbony

To sobie trochę pomarudziłem. Ale czy potrafię wymienić jakieś plusy Lizbony? Oczywiście!

Miasto jest przepięknie położone, wznosi się bowiem na licznych wzgórzach i jest pełne świetnych punktów widokowych. Panorama Lizbony z czerwonymi dachami to naprawdę miły dla oka widok. Szczerze mówiąc pod względem liczby i atrakcyjności „viewpointów” to chyba najlepsza europejska stolica. Rzeźba terenu sprawia, że spacerowanie po Lizbonie jest nieco męczące, ale ładne uliczki i widoki na miasto mocno uprzyjemniają lekki wysiłek.

Centrum Lizbony nie leży bezpośrednio nad Atlantykiem, lecz przy ujściu Tagu, który tworzy potężną rzeczną zatokę. W skrajnym punkcie jego szerokość wynosi ponad 14 km. Tag oddziela Lizbonę od południowej części aglomeracji. Brzegi łączą dwa wielkie mosty – przypominający Golden Gate Most 25 Kwietnia oraz najdłuższy w zachodniej Europie Most Vasco Da Gamy. Charakterystycznym punktem na południowym brzegu zatoki jest Statua Chrystusa Króla.

Miasto obfituje w punkty widokowe
Widok z Sintry - ponad mgłę wystają Most 25 Kwietnia i Chrystus
Tag u ujścia do Atlantyku
Tramwaje - symbol miasta

Lizbona tania nie jest, ale da się w niej znaleźć noclegi w bardzo przystępnych cenach. Zatrzymałem się na trzy noce w hostelu „We Love Fuckin Tourists”, którego właściciel i personel, jak sama nazwa wskazuje, zdecydowanie nie podzielają nastrojów wyrażanych przez graffiti. I wiecie co? Jest to najlepszy hostel, w jakim kiedykolwiek nocowałem! Świetna lokalizacja, niezwykle pomocna obsługa, duża strefa wspólna i darmowa herbata oraz protipy. Powiedziałem recepcjoniście, że jadę do Sintry i znalazłem wieczorem na łóżku kopertę z obszernymi wskazówkami co do komunikacji publicznej, atrakcji, czy lokali w tym mieście. Baardzo polecam!

Atrakcje też są na wysokim poziomie. Miasto jest pełne zabytkowych kościołów i, o czym już wcześniej wspomniałem, punktów widokowych. Uroku dodają także stare tramwaje, przemierzające ulice centrum. Wielu odwiedzających decyduje się na przejażdżkę „dwudziestką ósemką”, z okien której można podziwiać portugalską stolicę. Miejsc do zwiedzenia spokojnie starczy na 3 pełne dni, a potem można udać się w okolice miasta – do Sintry lub na wybrzeże.

Dodam jeszcze co nieco o historii, bo jest bardzo ciekawa. Lizbonę założyli już Fenicjanie, zapuszczający się w te strony już między XII a VIII wiekiem p.n.e. Miasto znajdowało się też w rękach rzymskich i muzułmańskich. Maurowie rozbudowali je, tworząc charakterystyczną plątaninę wąskich uliczek w Alfamie – najstarszej dzielnicy. W 1147 r. Lizbonę przejęły wojska portugalskie, które przepędziły muzułmanów i ustanowiły miasto jednym z głównych ośrodków młodego państwa. W XIII wieku zastąpiło ono Coimbrę w roli stolicy. Złote czasy Lizbona przeżyła w XV i XVI stuleciu, dzięki zyskom z odkryć geograficznych i kolonizacji dalekich krain. Stała się wówczas jednym z największych i najbogatszych miast w Europie. Drastyczny cios spadł w 1755 r., kiedy w wyniku uderzenia płyt tektonicznych trzęsienie ziemi wywołało tsunami i zniszczyło dużą część stolicy. Miasto odbudowano w bardzo eleganckim stylu, ale nie odzyskało już dawnej świetności.

Co zobaczyć w Lizbonie?

Atrakcje miasta są skupione głównie na dwóch obszarach – w centrum, na nieformalnej starówce, którą tworzą takie dzielnice jak Alfama, Baixa, czy Chiado, oraz w Belem – zachodniej dzielnicy, z której niegdyś wypływali na morze znani odkrywcy. Trzy pierwsze obszary najlepiej zwiedzać na piechotę, choć trzeba liczyć się z przewyższeniami. Belem oddziela od centrum około pięciu kilometrów i dojedziemy tam tramwajem, autobusem lub taxi. 

1.  Praça do Comércio

Zwiedzanie portugalskiej stolicy warto zacząć od głównego placu. Znajduje się on nad Tagiem, na obszarze dzielnicy Baixa. Jego nazwa po polsku oznacza po prostu „Plac Handlowy”. Dawniej stał tu pałac królewski, który nie przetrwał trzęsienia ziemi w 1755 r. Z inicjatywy szarej eminencji, markiza Pombala, po kataklizmie plac został całkowicie przebudowany. Przechadzając się po nim z pewnością zwrócimy uwagę na łuk triumfalny Arco da Rua Augusta, oddzielający plac od głównego deptaku – Ruy Augusty. Powstał on w 1875 r. i liczy sobie 30 metrów wysokości. Budowlę ozdabiają rzeźby portugalskich bohaterów, w tym wspomnianego wcześniej Pombala.

Pośrodku stoi natomiast konny pomnik króla Józefa I zwanego Reformatorem, za którego panowania doszło do kataklizmu. Przydomek wydaje się niezbyt adekwatny, ponieważ władca oddał kontrolę nad państwem w ręce Pombala i poświęcił życie luksusom i rozrywce. Statuę odsłonięto z okazji urodzin władcy.

Na Praça do Comércio polecam przyjść po południu lub wieczorem, kiedy tętni życiem. Rano jest pusto, a od zatoki roznosi się niezbyt przyjemny zapach. O ósmej praktycznie nie było tu ludzi. 

Pusty plac w godzinach porannych
Bez ludzi czułem się tu trochę nieswojo
Widok w stronę zatoki
Łuk Triumfalny
Zwieńczenie łuku

2. Katedra Najświętszej Maryi Panny

Najważniejszym kościołem w mieście jest Katedra Najświętszej Marii Panny, znana bardziej jako Sé de Lisboa. Choć wydaje się bardzo stara, w rzeczywistości została zniszczona przez trzęsienie ziemi w 1755 r., a następnie odbudowana. Pierwotna świątynia stanęła w tym miejscu w 1152 r., zastępując mauretański meczet. Dzisiejsza katedra to mieszanka dwóch stylów – neoromańskiego i rokokowego. Z zewnątrz nie jest moim zdaniem szczególnie imponująca, ale za 5 euro możecie wejść do środka. Mnie to ominęło, bo przyszedłem pod kościół wczesnym rankiem. 

PS. w Porto też jest katedra Sé, która zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie. 

Katedra lizbońska widziana z jednego z punktów widokowych. Trochę te żurawie przeszkadzają

3. Miradouro das Portas do Sol

Jeśli od katedry pójdziecie w górę ulicą Limoeiro, w dziesięć minut dotrzecie na punkt widokowy Portas do Sol (Bramy Słońca). Choć w centrum miasta znajdziecie wiele wspaniałych panoramicznych tarasów, ten jest chyba moim ulubionym. Zobaczycie z niego dzielnicę Alfama z kościołem św. Wincentego  oraz zatokę i zabudowania na jej drugim brzegu. Czerwone dachy robią naprawdę przyjemne wrażenie, zwłaszcza, jeśli traficie tam w słoneczny dzień. W sezonie punkt jest oblegany przez turystów, ale kiedy przyszedłem tam w lutowy poranek, ludzi prawie nie było. Słońca zresztą też. Ulicą obok jeżdżą stare, zdezelowane tramwaje, będące chyba najbardziej rozpoznawalnym symbolem portugalskiej stolicy.

Panorama dzielnicy Alfama - mój ulubiony widok w centrum Lizbony.
Widok na Tag
Mozaika przy punkcie widokowym
Tramwaj na ulicy Limoeiro

4. Zamek Świętego Jerzego

Nad centrum Lizbony góruje wybudowany przez Maurów zamek z XII stulecia. Po przejęciu miasta przez wojska chrześcijańskie stał się siedzibą królów Portugalii. Nadano mu imię Świętego Jerzego. Na początku XVI wieku król Manuel I przeniósł się do nowo wybudowanego pałacu Ribeira, przez co twierdza straciła na znaczeniu. Zamek został doszczętnie zniszczony przez trzęsienie ziemi i odbudowano go dopiero w 1947 r. z polecenia dyktatora Antonio Salazara.  Dziś pełni rolę atrakcji turystycznej i punktu widokowego. Bilet normalny kosztuje 15 euro, ulgowy 7,5 euro, a dzieci do 12 roku życia wchodzą za darmo. Czy warto? Nie wiem, bo nie byłem. Dla samych widoków raczej nie, bo w mieście jest wiele darmowych punktów, ale miłośnicy średniowiecznych twierdz powinni być zadowoleni.

Widok na Zamek św. Jerzego

5. Kościół św. Wincentego i Panteon

Wśród najpiękniejszych kościołów w Lizbonie nie sposób nie wymienić Sao Vicente de Fora – klasztoru św. Wincentego z Saragossy w dzielnicy Alfama. Został on wybudowany w XII wieku dla zakonu augustynów i przez wieki znajdował się poza murami miasta. W XVI wieku kompleks przeszedł przebudowę w stylu manierystycznym. Przetrwał trzęsienie ziemi w 1755 r. i po kasacie zakonów stał się panteonem królewskim, w którym spoczywają liczni władcy Portugalii. Do kościoła możemy wejść za darmo, ale zwiedzanie klasztoru kosztuje 5 euro w przypadku biletu normalnego i połowę tego za bilet ulgowy. Na dachu mieści się punkt widokowy. 

W pobliżu klasztoru znajduje się także XVII-wieczny kościół św. Engracji, w którym mieści się panteon narodowy . Znajdują się tam groby zasłużonych Portugalczyków, w tym księcia Henryka Żeglarza – protoplasty wypraw portugalskich –  i Pedra Cabrala – odkrywcy Brazylii. Wstęp kosztuje 3 euro. 

Widok na Alfamę - po lewej panteon

6. Miradouro da Graça

Kolejny godny polecenia punkt widokowy znajduje się na wzgórzu przy Kościele Łaski (Igreja da Graça). Zobaczymy stąd panoramę starego miasta i zamku świętego Jerzego. Warto wejść także do zabytkowego barokowego kościoła – za wstęp nic nie zapłacimy. Obiekt powstał w XIII wieku, ale zniszczyło go słynne trzęsienie ziemi. Został odbudowany w stylu barokowym. 

Liczcie się z może niezbyt długim, ale dość męczącym podejściem na wzgórze. Niektóre ulice w Lizbonie mają naprawdę spore nachylenie. 

Panorama Lizbony z Miradouro de Graca
Fajna uliczka. Taka nie za ostra.
Barokowy Kościół Łaski

7. Miradouro da Senhora do Monte

Jeszcze lepszy widok oferuje Senhora do Monte. Jest to najwyższy punkt widokowy w centrum Lizbony, z którego możemy podziwiać stare miasto, wzgórze zamkowe, czy Most 25 Kwietnia, przywodzący na myśl Golden Gate z San Francisco. Znajduje się on na szczycie zabudowanego wzniesienia, w cieniu drzew. Niepozorna kapliczka obok to Nossa Senhora do Monte, odwiedzana przez kobiety w ciąży, proszące o bezpieczny poród i zdrowie dla swoich dzieci. Spod Kościoła Łaski dojdziemy tu w zaledwie  dziesięć minut. 

Tak prezentuje się panorama miasta
Widok na Miradouro de Graca
Widok na centrum Lizbony
If you're going to San Francisco...

8. Plac i dworzec Rossio

Z punktu widokowego możemy zejść na Plac Rossio przy dworcu kolejowym o tej samej nazwie. Spacer zajmie niecałe dwadzieścia minut i niestety po drodze ujrzymy mniej przyjemne oblicze Lizbony. W parku i na placach, które mijałem, porozbijali namioty bezdomni – głównie imigranci z Brazylii i Afryki. Lepiej nie kręcić się tam po zmroku.

Natomiast, przechodząc do samego placu, jest to jeden z najważniejszych punktów w centrum miasta. Z Placem Handlowym łączy go tętniący życiem deptak Rua de Augusta. Oficjalna nazwa tego miejsca to Praça do Pedro IV. Na jego środku stoi kolumna z figurą owego władcy. Dziś jest to przyjazne miejsce, gdzie można na chwilę przysiąść przy fontannie i trochę odpocząć, jednak plac skrywa smutną historię. W budynku, w którym mieści się dziś teatr, dawniej rezydowała inkwizycja, która przeprowadzała publiczne egzekucje między innymi na dzisiejszym Placu Rossio. 

Bardzo podoba mi się nietypowo wybrukowany chodnik, tworzący złudzenia optyczne. 

W pobliżu placu, ale nie bezpośrednio przy nim, znajduje się dworzec kolejowy Rossio, z którego możemy dojechać m.in. do Sintry. Gmach pochodzi z XIX wieku i został wybudowany w stylu neomanuelińskim. Imituje zatem XVI-wieczną portugalską architekturę. 

Plac Rossio z budynkiem teatru - dawnym Pałacem Inkwizycji
Dworzec kolejowy Rossio
Fontanna i kolumna króla Pedro IV
Hala dworca Rossio

9. Kościół św. Dominika

Jeśli jesteśmy ciekawi lizbońskich kościołów, to w pobliżu Placu Rossio możemy zobaczyć dość nietypowy Kościół św. Dominika z XIII wieku. Przetrwał on trzęsienie ziemi, lecz w 1959 r. drewniany ołtarz zapalił się od świec i w świątyni wybuchł pożar. Zabytek częściowo zrekonstruowano do lat 90. (choć z wielkim trudem), ale postanowiono zostawić część zniszczeń na pamiątkę tego dramatycznego wydarzenia. Ciekawe rozwiązanie.

Za wejście nic nie płacimy. 

Wnętrze świątyni ze śladami pożaru

10. Ruiny klasztoru karmelitów i winda Santa Justa

Powyżej Placu Rossio i Ruy Augusty znajdują się ruiny klasztoru karmelitów – ofiary trzęsienia ziemi z 1755 r. W wyniku kataklizmu doszczętnie zniszczona została także biblioteka z bardzo cennymi zbiorami. Odbudowę przerwała kasata zakonów i budynek przeszedł pod kontrolę wojska, a następnie utworzono w nim muzeum archeologiczne, które działa do dziś. Bilet normalny kosztuje 7 euro, a ulgowy 5. Podczas rewolucji goździków w ruinach ukrywał się przed protestującymi premier i faktyczny dyktator Portugalii Marcelo Caetano. Dziś mieści się tu siedziba Gwardii Narodowej oraz małe muzeum tej formacji, które można zwiedzić za darmo. Do ruin możemy wspiąć się na piechotę, bądź… wjechać Windą Świętej Justy. Powstała ona na początku XX stulecia według projektu Raoula Mesniera de Ponsarda, ucznia samego Eiffle’a. Metalowa wieża liczy 45 metrów wysokości, a na szczycie znajduje się kawiarnia z tarasem widokowym. Bilet w dwie strony kosztuje 6 euro, ale ponoć przejazd jest ujęty w okresowych biletach komunikacji miejskiej. Moim zdaniem nie warto wydawać kasy, bo wejście pod klasztor nie jest szczególnie wymagające. No, chyba że zależy bardzo nam na przejażdżce wiekową windą, albo po prostu lubimy stać w kolejce. 

Winda Santa Justa
Ruiny klasztoru karmelitów
Stare miasto z tarasu widokowego
Zamek świętego Jerzego

11. Miradouro de São Pedro de Alcântara

Punkt widokowy nie aż tak imponujący, jak Senhora do Monte, czy Portas do Sol, ale i tak godny uwagi. Znajduje się na skwerze powyżej dworca kolejowego Rossio i ujrzymy z niego wyżej wspomniane stanowiska, stare miasto oraz wzgórze zamkowe. Ładne miejsce, do któego warto wpaść na chwilkę, chyba że macie już dość panoram Lizbony.

Na punkt kursuje zabytkowy tramwaj Gloria. We wrześniu 2025 r. doszło do tragicznego wypadku – pojazd wykoleił się przez pęknięcie liny. Zginęło 16 osób, a 20 zostało rannych.

Punkt widokowy
Panorama Lizbony

12. Kościół Świętego Rocha

Według mnie najpiękniejszym wnętrzem spośród lizbońskich kościołów może się poszczycić barokowa świątynia pod wezwaniem św. Rocha, wybudowana nieopodal klasztoru karmelitów. Ten niepozorny z zewnątrz budynek pochodzi z XVI wieku i przetrwał trzęsienie ziemi. Do XVIII wieku znajdował się pod opieką jezuitów, których wypędzono z Portugalii z rozkazu markiza Pombala ze względu na zbyt duże wpływy w Brazylii – wówczas jeszcze kolonii. 

Wnętrze jest mroczne i zachwyca pomalowanym sufitem i bogato zdobionymi kaplicami, z których najbardziej rzuca się w oczy kaplica św. Jana Chrzciciela – w chwili budowy najdoższa w Europie. W kościele znajdują się relikwie św. Rocha – patrona zarażonych. Świątynię wzniesiono zresztą po epidemii dżumy w miejscu dawnego cmentarza dla ofiar zarazy. 

Wejśćie do kościoła jest darmowe, aczkolwiek, jeśli chcemy zwiedzić mieszczące się w nim muzeum, musimy dopłacić 8 euro. Niemało. Tylko dla miłośników baroku i sztuki sakralnej.

Mroczne wnętrze kościoła jezuitów
Słynna kaplica Jana Chrzciciela
Ołtarz z barokowymi obrazami
Z zewnątrz kościół nie zachwyca

13. Praça Luís de Camões

Jeszcze wam mało obiektów sakralnych? To wybierzcie się na Plac Luísa de Camões, najsłynniejszego portugalskiego poety. Stoją przy nim naprzeciwko siebie dwa kościoły pod wezwaniem maryjnym. Pierwszy to klasycystyczny Kościół Matki Bożej Loretańskiej. Kiedy tam przyszedłem, usłyszałem piękny śpiew, ale nie jestem pewny, czy była to próba chóru, czy nagranie. Niezależnie od źródła, robiło to wrażenie. Druga świątynia została poświęcona Matce Boskiej Wcielonej i jest jedną z najciekawszych barokowych budowli w Lizbonie. Do obu kościołów wejdziecie za darmo. Sam plac jest głośny, ale całkiem ładny. Na środku stoi pomnik jednookiego Luisa de Camões.

Tłoczny, gwarny plac
Po lewej kościół Matki Bożej Loretańskiej, po prawej Wcielonej
Kościół Matki Bożej Loretańskiej
Luis de Camões

14. Bica Funicular

Słyszysz „Lizbona”, myślisz „tramwaje”. Na zachód od Placu Luisa de Camões, stromą uliczką Calçada da Bica Pequena kursuje najsłynniejszy z nich, czyli Bica Funicular. Linia powstała już w 1892 r. i dziś kursują nią niemal wyłącznie turyści. Uliczka jest oblegana przez zwiedzających, czekających, aż tramwaj wyłoni się z zajezdni i ruszy pod górę. Można się nim, rzecz jasna przejechać, jeśli zapłacimy 4,20 euro lub wykupimy okresowy bilet komunikacji miejskiej (minimum 24-godzinny). W sezonie trzeba się jednak liczyć z kolejkami i ściskiem wewnątrz. Ja nie jechałem, ale spędziłem przy torach trochę czasu, czatując na dobre ujęcia. Wartu tu przyjść dla jednego z najbardziej kultowych widoków w Lizbonie. 

Tramwaj Bica Funicular
W środku ścisk jak w krakowskiej ósemce w godzinach szczytu

15. Mercado da Ribeira

Dziewiętnastowieczna hala targowa nad Tagiem. Sprzedają tam m.in. owoce zwykłe, owoce morza i ryby, przez co zapachy są dość intensywne. Jeśli kogoś interesują targowiska, warto tu wpaść w drodze z Bica Funicular w okolice Placu Handlowego. Obok znajduje się zielony plac markiza de Bandeiry, z jego pomnikiem. Był to najważniejszy orędownik zniesienia niewolnictwa w dziewiętnastowiecznej Portugalii. 

Wnętrze hali targowej
Zapachy do przyjemnych nie należą
Mercado da Ribeira z zewnątrz
Pomnik markiza de Bandeiry na skwerze jego imienia

16. Różowa Ulica

Właściwie Rua Nova do Carvalho. Dawna ulica czerwonych latarni, a dziś atrakcja turystyczna i miejsce wyjątkowo popularne wśród społeczności LGBT. Niegdyś szukali tu „rozrywki” samotni marynarze, ale obecnie zamiast burdeli znajdziecie tu głównie kafejki. Uliczka biegnie w pobliżu hali targowej i można podziwiać ją z mostu. Dla mnie nic specjalnego – totalnie nie moje klimaty.

Rua Nova do Carvalho
Jak dla mnie nieszczególnie ciekawe miejsce

17. Praça do Município

Plac na starym mieście, w sąsiedztwie Praça do Comercial. Stoi przy nim budynek ratusza, zdobiony płaskorzeźbami i ornamentami. Na środku wybudowano replikę miejskiego pręgierza, gdzie niegdyś prano złoczyńców na kwaśne jabłko. Miejsce nie jest może tak imponujące, jak Plac Handlowy, ale warto tu wpaść, by zobaczyć ratusz. 

Lizboński ratusz - jeden z najładniejszych budynków w centrum miasta

18. Rua Augusta

Deptak, łączący Plac Handlowy z Placem Rossio. Działają przy nim liczne sklepy, kawiarnie i restauracje. Spotkacie tam też muzykantów, którzy naprawdę dają radę. Przechodząc ulicą musicie liczyć się z ciągłym zagadywaniem. Jeśli zaczniecie czytać menu, od razu podejdzie kelner i będzie chciał usadzić was przy stoliku. Pomyślcie nad posiłkiem na którejś z równoległych uliczek, bo ceny są tam po prostu lepsze. Jakość zresztą też. 

Muzykanci przy Rua Augusta

19. Most 25 Kwietnia

Chcecie poszpanować znajomym, że byliście w San Francisco, a nie stać was na bilet do Kalifornii? Nie ma problemu, wystarczy polecieć do Lizbony i sfotografować wiszący most nad Tagiem. Konstrukcja bliźniaczo przypomina słynny Golden Gate, zresztą, co ciekawe, została wybudowana przez amerykańską spółkę. Most oddano do użytku w 1966 r. i była to pierwsza drogowa przeprawa, łącząca Lizbonę z miastem Almada na drugim brzegu „rzeko-zatoki”. Przez pierwsze lata nosił nazwę „Most Salazara”, na cześć niesławnego dyktatora, jednak po rewolucji goździków zmieniono nazwę na datę obalenia reżimu. 

Przez most przebiega autostrada. Co ciekawe, jeździ nią aglomeracyjna komunikacja publiczna. Konstukcję świetnie widać spod Statuy Chrystusa Króla.

If you're going to San Francisco...
Długość mostu wynosi ponad dwa kilometry. Przebiega przezeń autostrada.

20. Statua Chrystusa Króla Portugalii

Obiektem widocznym z wielu punktów miasta jest ponad stumetrowy pomnik Chrystusa Króla, wybudowany na klifie w pobliżu Mostu 25 Kwietnia. W kwietniu 1940 r. biskupi portugalscy ślubowali w fatimie, że jeśli Portugalię ominie II wojna światowa, z wdzięczności nad Lizboną zacznie górować statua Jezusa. Jako że krwawy konflikt ominął ojczyznę Ronaldo, w 1959 r. odsłonięto nad Tagiem olbrzymi betonowy pomnik, pod którym znajduje się kaplica Matki Boskiej Pokoju. Miejsce ma status sanktuarium i są w nim przechowywane relikwie związane z objawieniami Najświętszego Serca Chrystusa – m.in. siostry Faustyny Kowalskiej.

Pod statuę warto podjechać dla cudownej panoramy Lizbony, leżącej po drugiej stronie zatoki. Za osiem euro można wjechać na górę, na platformę widokową, skąd krajobrazy są jeszcze lepsze. Teren wokół pomnika porastają przyjemne ogrody, które podczas mojej wizyty były w renowacji. 

Moim zdaniem pomnik z uwagi na szarość i wykonanie z betonu nie jest szczególnie ładny, aczkolwiek rozmiarem zdecydowanie robi wrażenie. Widoki i urok samej lokacji sprawiają jednak, że wizyta u jego podnóża pozostaje jednym z moich ulubionych wspomnień z Lizbony. Polecam poświęcić tę godzinę czasu na dojazd – nie pożałujecie. Niestety, z centrum nie dojedzicie tu bezpośrednio i będziecie musieli się przesiadać. Pomnik formalnie nie znajduje się już w Lizbonie, tylko w mieście Almada – sypialni stolicy. Z przystanku autobusowego dojdziemy do niego w około 10-15 minut, z kolei na przejazd z przesiadką trzeba przeznaczyć około 40-50 minut. Trzeba przeboleć, że komunikacja miejska w Lizbonie nie należy ani do najlepszych, ani do najtańszych. 

Betonowy Chrystus Król
Centrum Lizbony widziane spod statuy. Dostrzeżemy m.in. Praca do Comercio, katedrę i Most Vasc da Gamy
Panorama stolicy
Cristo Rei
Teren wokół pomnika
Aleja palmowa
Statua w pełnej okazałości - widok z dachu Muzeum MAAT

21. Muzeum MAAT

Lubicie sztukę nowoczesną lub futurystyczną architekturę? Jeśli tak, MAAT to miejsce dla was. Pełna nazwa tej placówki to Museum of Art, Architecture and Technology (Muzeum Sztuki, Architektury i Technologii). Prezentuje ona wystawy współczesnych portugalskich i zagranicznych artystów, architektów i myślicieli. Większość turystów ogranicza się jednak do podziwiania muzeum z…zewnątrz. Nowoczesny, nietypowy budynek nad Tagiem jest bowiem atrakcją sam w sobie. Warto odwiedzić to miejsce podczas zwiedzania dzielnicy Belem.

Po więcej informacji odsyłam na stronę muzeum – https://www.maat.pt/en. Zerknijcie też, jak wygląda budynek wewnątrz, bo prezentuje się to naprawdę ciekawie. Osobiście nie wchodziłem do środka, jako że nie należę do fanów sztuki współczesnej. Bilet normalny kosztuje 11 euro, ulgowy 8, a dzieci do 12 roku życia wchodzą za darmo. 

Awangardowy budynek MAAT
Placówka na Tagiem widziana spod Statuy Chrystusa

22. Pomnik Odkrywców

W dzielnicy Belem znajduje się jeden z najsłynniejszych pomników w Europie, widniejący w wielu podręcznikach szkolnych. Monument przedstawia najwybitniejszych portugalskich żeglarzy i postacie zasłużone dla odkryć geograficznych. Wybudowano go w 1960 r. z okazji sześćsetnej rocznicy śmierci księcia Henryka zwanego Żeglarzem – twórcy portugalskiego imperium kolonialnego. Betonowy pomnik ma kształt karaweli i liczy sobie aż 52 m wysokości. Na szczycie znajduje się punkt widokowy, udostępniony za opłatą. Wjazd kosztuje 10/5 euro (bilet normalny/ulgowy)

Pomnik nad zatoką
Sylwetki zasłużonych dla odkryć geograficznych

23. Klasztor Hieronimitów

Ogromną atrakcją Lizbony (dosłownie i w przenośni) jest zespół klasztorny zakonu hieronimitów w Belem. Został on ufundowany w 1502 r. przez króla Manuela I w podzięce niebiosom za szczęśliwą podróż Vasco da Gamy, który odkrył drogę morską do Indii. Zarówno król, jak i żeglarz, spoczywają w nim w pięknie zdobionych sarkofagach. Klasztor jest jednym z największych dzieł stylu manuelińskiego, czyli portugalskiego połączenia renesansu i gotyku, który, jak nazwa wskazuje, rozwinął się za panowania wspomnianego wcześniej króla Manuela. Kompleks został wpisany na listę UNESCO i możemy zwiedzać go za opłatą. Za bilet normalny zapłacimy 18 euro, za ulgowy połowę tego, a dzieci do 12 roku życia nic. W klasztorze działa też Muzeum Morskie, które jest dodatkowo płatne (8/4 euro) – szczegóły tutaj

Choć klasztor zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz jest przepiękny, należy liczyć się z ogromnymi tłumami. Lepiej nie pojawiać się tu w weekend, zwłaszcza w sezonie, bo kolejka ciągnie się w nieskończoność. Aby skrócić przygodę w niej, polecam kupić bilet przez Internet, choćby tutaj. Do kościoła z grobami Manuela i Vasco wejdziemy za darmo, jednak najpewniej też postoimy. Ja byłem tam na mszy świętej, więc wszedłem bez problemu. Płatną część olałem, widząc kolejkę, jednak kiedyś chętnie bym tam poszedł, bo na zdjęciach wnętrza robią wrażenie. 

Jako ciekawostkę dodam, że w klasztorze w 2007 r. podpisano traktat lizboński, zmieniający zasady funkcjonowania Unii Europejskiej. Umowa m.in. zwiększyła uprawnienia Parlamenta Europejskiego, wprowadziła stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej (tzw. „Króla Europy”) i nadała Unii osobowość prawną, co umożliwiło zawieranie przez wspólnotę umów międzynarodowych.

Przed klasztorem rozciąga się bardzo ładny ogród, zamieszkiwany przez wiele ptaków – głównie kaczek. 

Epicka kolejka do wejścia - niedziela w lutym 2025 r., okolice południa
Klasztor i ogrody pełne ptactwa
Panorama komplesku spod statuy Chrystusa
Ptasiarnia w ogrodach przed klasztorem
Kościół klasztorny
Tu spoczywa Vasco Da Gama
Niestety, kościół akurat remontowali

24. Torre de Belem

Czy to najbardziej przereklamowana atrakcja Lizbony? Moim skromnym zdaniem tak, jednak sami wyróbcie sobie zdanie. Pochodzącą z 1520 r. wieżę portową oblegają nieustannie tłumy zwiedzających, czekających na wejście w bardzo długiej kolejce. Budowla jest ładna, ale czy warta takiej popularności? Z pewnością wyróżnia się architekturą i zdobieniami – wykonano ją w stylu manuelińskim. Początkowo pełniła rolę strażnicy portowej i punktu orientacyjnego dla powracających z wypraw żeglarzy. Później mieściło się w niej więzienie polityczne, w którym przesiedział nawet generał Józef Bem. Wojskowy bezskutecznie próbował utworzyć w Portugalii Legiony Polskie i podpadł królowi Piotrowi, spierając się z nim w kwestii zapłaty dla żołnierzy. Cele znajdowały się poniżej poziomu wody i panowały w nich niezbyt przyjemne warunki. 

Wstęp kosztuje 15 euro. Za bilet ulgowy zapłacicie dwukrotnie mniej, a za dziecko do 12 roku życia nic. Aby skrócić kolejkę, warto kupić bilet online. Zastanówcie się jednak, czy warto wydawać na to miejsce pieniądze. Z zewnątrz wieża prezentuje się ładniej niż wewnątrz, a przeciskanie się w tłumie to nic przyjemnego.

Wieża Belem przy odpływie. Celowo nie ująłem sznuru ludzi, czekających na wejście.
Budowla jest ponura, ale bardzo ładna. Wybudowano ją w stylu manuelińskim.

25. Oceanarium

Trzecie największe akwarium w Europie jest oblegane przez turystów. Olbrzymi główny zbiornik mieści ponad 5 milionów litrów wody i można podziwiać go z różnych stron i poziomów. Atrakcję wybudowano z okazji wystawy światowej Expo w 1998 r. Wszystkie akwaria i baseny zamieszkuje łącznie ponad 25 tys. zwierząt. Spotkacie tu rekiny, płaszczki, meduzy, czy koniki morskie, ale największy show i tak robią wydry. Na zwiedzanie oceanarium przeznaczcie co najmniej 1,5 godziny. Niestety, choć miejsce mi się podobało, ogromną wadą jest ścisk. Czasem ciężko dopchać się do szyb. Polecam kupić bilet online. Ceny często się zmieniają, więc ich tutaj nie przytoczę. Jeśli jesteście zainteresowani, zerknijcie na stronę internetową.

W pobliżu budynku znajdują się tzw. ogrody wodne, które jednak nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Oceanarium leży jednak w ładnej biznesowej dzielnicy Lizbony i widać spod niego arenę, która gościła Eurowizję w 2018 r., oraz Wieżę Vasco Da Gamy – najwyższy budynek w mieście. 

Oceanarium
Meduzy
Rybki
Główny zbiornik
Widok na Wieżę Vasco da Gamy

26. Most Vasco Da Gamy

W Lizbonie znajduje się najdłuższy most Europy Zachodniej i drugi pod tym względem na całym kontynencie. Został wybudowany w 1998 r. nad Tagiem i mierzy aż 17,2 km. Konstrukcja ma docelowo wytrzymać potężne trzęsienia ziemi i inne kataklizmy. Powstała w celu odciążenia Mostu 25 Kwietnia, a 1/3 inwestycji pokryto ze środków unijnych. Dziś ten potężny most widać z wielu miejsc w Lizbonie, choćby spod oceanarium.

Widok na Most Vasco Da Gamy

27. Park Edwarda VII

Na koniec reprezentacyjny Park Edwarda VII, posadzony na wzgórzu na północ od dworca kolejowego Rossio. Znajdziecie tam szklarnię, wykwinty pawilon, bezdomnych, oraz dziwną rzeźbę, upamiętniającą obalenie reżimu podczas rewolucji goździków. Dolna część parku graniczy z rondem Markiza Pombala. Jeśli macie dużo czasu, polecam. Jeśli nie, nie warto. 

Park Edka VII i pomnik Pombala.

Miejsca, których nie odwiedziłem

  • Muzeum Azulejos – muzeum słynnych portugalskich płytek. 
  • Ogród zoologiczny – słynie za sprawą misiów koala. 
  • Stadiony Sportingu i Benfici – na tym drugim spotkacie nawet orła.
  • Bazylika Estrela – wielki klasycystyczny kościoł karmelitów, wybudowany pod koniec XVIII wieku.
  • Muzeum Fado – dla zainteresowanych tym portugalskim gatunkiem muzycznym.

Podsumowanie

Mimo wielu wad Lizbona pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych europejskich stolic. Polecam ją odwiedzić poza sezonem, choć i wtedy należy liczyć się ze sporą liczbą turystów. Miasto cenię przede wszystkim za piękne usytuowanie z masą punktów widokowych, liczne zabytki i dobre wspomnienia z hostelu. Jeśli zachowacie ostrożność i nie będziecie się zapuszczać poza turystyczne miejsca, nic nie powinno się wam przytrafić, a ze świadomością problemów, z którymi boryka się miasto, z pewnością mniej zaskoczą was wszelkie mniej przyjemne widoki. Mimo początkowego zaskoczenia Lizbona mi się bardzo spodobała i znajduje się wysoko w moim rankingu odwiedzonych miast. Będąc w okolicy, udajcie się koniecznie na Przylądek Cabo Da Roca – zachodni skraj Starego Kontynentu, gdzie poczujecie się jak na końcu świata. Warto też podskoczyć do Sintry – miasta znanego z pałaców lizbońskiej arystokracji, czy Azenhas do Mar – malowniczej wioski nad Atlantykiem. Jeśli już tam byliście, koniecznie podzielcie się wrażeniami w komentarzach. 

Pałac Pena, górujący nad Sintrą
Przylądek Cabo da Roca
Azenas do Mar

Niedźwiedzia ocena

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *