Ajt Bin Haddu - perła południowego Maroka?
2. Co zobaczyć w Ajt Bin Haddu?
Wioska słynie jako najlepiej zachowany z marokańskich ksarów, czyli ufortyfikowanych półpustynnych osad. Jeśli ktoś sądził, że została wybudowana na potrzeby filmów i seriali, to wyprowadzę go z błędu - historia tego miejsca sięga kilkuset lat, o czym świadczy wpis na listę UNESCO. Jedynie kilka budynków poza murami obronnymi zostało dobudowanych w XX i XXI wieku z uwagi na kręcone tam produkcje - poza "Gladiatorem" była to chociażby "Gra o tron", czy "Lawrence z Arabii". Wszystkie produkcje gorąco polecam. Wracając jednak do wioski - została ona wybudowana z gliny, ubitej ziemi i drewna, a jej mury miały chronić mieszkańców przed wiatrem i nieprzyjaciółmi. Dziś otoczona murami część Ajt Bin Haddu jest prawie niezamieszkana, a po drugiej stronie rzeki wybudowano niewielkie, lecz gwarne miasteczko.
Warowna osada sama w sobie jest atrakcją. Z oddali prezentuje się naprawdę imponująco, choć uliczki nie należą ani do najpiękniejszych i jest tam dużo turystów. Ksar wybudowano na zboczu niewysokiego wzgórza, z którego rozpościera się przepiękny widok na surowe pustkowia i ośnieżone szczyty Atlasu. Ponadto można zobaczyć tam lokacje, w których kręcono sceny z filmów i seriali - choćby arenę, na której walczył sam Russel Crowe w "Gladiatorze". Ciężko przegapić także sklepy z pamiątkami, gdzie można kupić od lokalnych artystów przykładowo obrazy przedstawiające wioskę.
Niestety, jak wszędzie w Maroku, także tu łatwo się naciągnąć. Pod bramą siedziało kilku miejscowych osiłków, którzy ponoć często żądają opłaty za wejście do osady, do czego nie mają żadnych podstaw. Od was zależy, czy zapłacicie myto, olejecie ich, czy może wdacie się w awanturę. Ja akurat byłem tam z przewodnikiem, który szybko załatwił sprawę, ale niestety sam okazał się niezłym cwaniakiem, bo najpierw naciągnął grupę na turbany po zawyżonej cenie, a potem jeszcze zabrał nas do najdroższej restauracji w mieście. Niestety w Maroku jest to powszechna praktyka i albo trzeba się do tego przyzwyczaić, albo też podróżować na południe kraju na własną rękę, wynajmując samochód. Aha, i przygotujcie się na to, że tam straszliwie wieje. Nie dziwię się, że mieszkańcy zbudowali te mury 🙂 Aha, i o dziwo nie ma tam prawie kotów, kręciło się za to kilka pieseczków, a za murami pasły się osiołki.
3. Czy warto odwiedzić Ajt Bin Haddu?
Oczywiście, że warto, chociaż w Maroku widziałem kilka ładniejszych miejsc. Zaznaczę jednak, że na mój odbiór ksaru mogły wpłynąć bardzo wysokie oczekiwania i irytacja przez przewodnika-cwaniaka. Jak już wspominałem, najlepiej połączyć wizytę w osadzie z dłuższą wyprawą w stronę Sahary. Niedaleko Ajt Bin Haddu znajduje się też miasto Warzazat (Ouarzazate), w którym można znaleźć nocleg i tańszy posiłek, oraz zwiedzić znane studio filmowe Atlas. Stamtąd można ruszyć dalej do doliny Dades, oazy Tinghir, wąwozów Todra i wreszcie na piaszczystą Saharę przy granicy z Algierią - do przepięknych wydm Erg Chebbi. Jest to jednak długa droga, którą najlepiej rozbić na co najmniej 3-4 dni, licząc od wyjazdu z Marrakeszu do powrotu tamże.
Niedźwiedzia ocena
