Armenia kontra Gruzja. Który kraj bardziej przypadł mi do gustu?
Armenia kontra Gruzja. Który kraj bardziej przypadł mi do gustu?

Armenia kontra Gruzja. Który kraj bardziej przypadł mi do gustu?

Wydawałoby się, że Armenia i Gruzja to podobne państwa. Chrześcijańskie wysepki na pograniczu Azji i Europy, pełne zabytkowych klasztorów i malowniczych górskich pejzaży. Kontrast między tymi krajami okazał się jednak znacznie większy, niżbym się spodziewał. Ojczyzny Ormian i Gruzinów różnią się krajobrazem, architekturą, czy też poziomem rozwoju turystyki. Oba zrobiły na mnie dobre wrażenie i chętnie wrócę w przyszłości w te strony, jednak które państwo cenię sobie wyżej i dlaczego? W tymże tekście porównam oba kraje, wskażę ich wady i zalety, oraz warte uwagi miejsca, a na końcu podzielę się, które państwo stało się bliższe memu sercu.

Krajobrazy

Armenia to suchy kraj, położony na Wyżynie Armeńskiej. Jest jednym z dziesięciu państw na świecie o najwyższej średniej wysokości nad poziomem morza. W krajobrazie dominują rozległe równiny i skaliste, wulkaniczne góry. Gdzieniegdzie występuje roślinność stepowa, a lasy rosną głównie na północnym wschodzie i samym południu. Miłośników zieleni bardziej przekona Gruzja, porośnięta w 40% przez lasy – przede wszystkim górskie iglaste bory, ale też wilgotne puszcze na zachodzie kraju. Południe kraju przypomina krajobrazem Armenię, z kolei na północy wznoszą się potężne szczyty Kaukazu, sięgające pięciu tysięcy metrów nad poziomem morza. Jest tam zdecydowanie bardziej zielono niż na armeńskich pustkowiach. 

W przeciwieństwie do państwa Ormian, Gruzja ma dostęp do Morza Czarnego i znacznie bogatszą sieć hydrologiczną. W Armenii znajdziecie z kolei największe jezioro na Kaukazie – Sewan, – zachwycające lazurową wodą i górskim otoczeniem.

Gruziński krajobraz jest zatem bardziej różnorodny i przyjemniejszy dla oka, ale surowość Armenii i jej rozległe płaskowyże także robią wrażenie. Niestety, okolice stolicy – Erywania – nie słyną z dobrej widoczności i zwłaszcza latem przejrzystość powietrza pozostawia wiele do życzenia.

Stepy w Armenii - widok z Góry Armaghan
Swanetia - górzysty region w północnej Gruzji
Skaliste góry w Armenii
Południowa Gruzja - okolice Wardzii

Architektura

Nie będę owijał w bawełnę – armeńskie miejscowości są po prostu brzydkie. Z większych ośrodków odwiedziłem jedynie Erywań, ale na prowincji wszystkie wsie i miasteczka wyglądają podobnie i straszą obskurnymi, niepomalowanymi domami. Jako surowiec budowlany służy tu tuf wulkaniczny, bazalt, czy kamień łupany, a z uwagi na brak lasów drewniana architektura praktycznie nie występuje. Pod kątem architektury Armenia jest prawdopodobnie najmniej zachęcającym państwem, jakie dotąd odwiedziłem. Nie oznacza to, że nie ma tam zabytków. Jedną z głównych atrakcji ojczyzny Ormian są klasztory, rozsiane po całym kraju. Najsłynniejszym jest Chor Wirap przy granicy tureckiej, ale za najciekawszy uchodzi Tatew na południu kraju, gdzie jeszcze nie dotarłem. 

W Gruzji wioski i miasta wyglądają znacznie lepiej, co nie znaczy, że nie ma tam ubogich dzielnic i komunistycznych bloków. Te drugie doświadczymy głównie na przedmieściach Tbilisi, bo w mniejszych ośrodkach dominuje niska zabudowa. Za najbardziej chaotyczne architektonicznie miasto uchodzi nadmorskie Batumi, gdzie nowoczesne centrum kontrastuje z obszarami przywodzącymi na myśl slumsy, czy fawele. 

Region Swanetia słynie za sprawą domów z kamiennymi wieżami, pełniących niegdyś funkcje obronne i świadczących o prestiżu. W południowej Gruzji znajdziemy z kolei kilka skalnych miast, będących ewenementem na skalę światową. Podobnie jak w Armenii, na terenie państwa zachowało się wiele chrześcijańskich kościołów, chociażby malowniczo położony monastyr Cminda Sameba, górujący nad Stepancmindą. 

Pod względem architektury nie mam zatem wątpliwości. Gruzja miażdży Armenię. 

Panorama Tbilisi
Panorama Erywania
Ormiańska wieś
Rudery w Kutaisi

Stolica

Tbilisi i Erywań to zupełnie inne miasta. Chociaż historia stolicy Armenii sięga VIII wieku p.n.e., doświadczyła ona wielu oblężeń i klęsk żywiołowych i praktycznie nie ma w niej zabytków. W Erywaniu dominuje dwudziestowieczna zabudowa, zbudowana przeważnie z wulkanicznego tufu, nadającemu budynkom różowawą barwę. Z tego względu ormiańska metropolia zwana jest „Różowym Miastem”. Erywań to typ miasta, które nie robi dobrego pierwszego wrażenia, ale powoli zyskuje w oczach. Przytłacza korkami, upałami i wysoką, jednobarwną zabudową, a mimo to wzbudza zainteresowanie i przyciąga uwagę. Najprzyjemniejszym momentem na spacery po Erywaniu jest wieczór, kiedy metropolia ożywa i tłumy ludzi wychodzą na ulice. Centralny punkt stolicy – Plac Republiki – jest codziennie oblegany za sprawą pokazów tańczącej fontanny. Restauracje w pobliżu pękają w szwach, a w spożywczakach trzeba liczyć się ze sporymi kolejkami. 

Erywań warto odwiedzić także dla punktów widokowych – przy dobrej widoczności ujrzymy górujący na horyzoncie Ararat (5137 m n.p.m.) z ośnieżonym czubem. Na ulicach odnajdziecie wiele specyficznych rzeźb. Największe ich zagęszczenie znajduje się u podnóża tętniących życiem schodów zwanych Kaskadami. Jest tu też sporo muzeów. Zdążyłem zwiedzić Galerię Narodową, która jest naprawdę warta uwagi. Poza nią możecie odwiedzić chociażby Muzeum Ludobójstwa na górze Cicernakaberd, gdzie nie trzeba płacić za wstęp. 

Problemem Erywania jest trudny do ogarnięcia transport publiczny. Na przystankach brakuje rozkładów, a metro kursuje tylko jedną linią. Mapy Google nie pomogą. Warto pobrać aplikację taksiarską Yandex Go, która powinna znacząco ułatwić poruszanie się po tym ogromnym, zakorkowanym mieście. 

 

Plac Republiki w Erywaniu
Erywańskie Kaskady
Galeria Narodowa w Erywaniu
Jedyny meczet w armeńskiej stolicy

Pod kątem życia nocnego Erywań wypada lepiej od Tbilisi, jednak gruzińska stolica urzeka klimatycznym starym miastem z domami na skałach, oraz licznymi punktami widokowymi. Wyróżnię tutaj monastyr na Górze Tabor oraz statua Mamy Gruzji, ale godne polecenia są także park Mtatsminda, czy pomnik Kronik Gruzji. Podczas zwiedzania koniecznie trzeba odwiedzić Katedrę Syjonu z przepięknym wnętrzem i fotogeniczną Krzywą Wieżę Zegarową. W przeciwieństwie do Erywania, Tbilisi cechuje się znacznie bardziej różnorodną zabudową, gdzie wiekowe kamienice kontrastują z modernistycznymi gmachami, szklanymi korporacjami, czy komunistyczną betonozą. Nie można nie wspomnieć o tureckiej dzielnicy z łaźniami, oraz pomysłowych konstrukcjach, takich jak Most Pokoju nad rzeką Kurą. Aby odpocząć od gwaru miasta warto też odwiedzić rozległy ogród botaniczny z dość wysokim wodospadem. 

Komunikacja miejska w Tbilisi działa lepiej niż w Erywaniu. Autobusy jeżdżą często i możemy się posiłkować nawigacją z Map Google. Jest też  metro i bardzo przystępny cenowo Bolt. Ulice są nieco mniej zakorkowane niż w ormiańskiej stolicy, ale jazda po centrum zdecydowanie nie należy do przyjemnych z uwagi na liczne drogi jednokierunkowe i ciasnotę. 

Podsumowując, choć polubiłem obie stolice, to jednak Tbilisi zrobiło na mnie zdecydowanie lepsze wrażenie. Pamiętajcie tylko, że przed przyjazdem warto nastawić się, że zastaniecie tam ogromną liczbę bezdomnych psów i pamiątek ze Stalinem.

Panorama Tbilisi ze wzgórza Tabor
Turecka dzielnica
Katedra Syjonu
Domy na skałach

Atrakcje

Nie da się ukryć, że oba państwa są atrakcyjne turystycznie. Więcej do zwiedzania znajdziecie w Gruzji, ale i Armenia ma się czym poszczycić. 

W Armenii odwiedziłem:

  • Erywań – tętniącą życiem milionową metropolię, założoną dawniej niż Rzym.
  • Monastyr Chor Wirap – święte miejsce Ormian z widokiem na górę Ararat. 
  • Górę Aragac (4007 m n.p.m.) – najwyższy szczyt kraju, wulkan z kilkoma wierzchołkami i zaśnieżonym kraterem. 
  • Jezioro Sewan – największy akwen Kaukazu z piękną, lazurową wodą i Czarnym Klasztorem na półwyspie Sewanawank.
  • Cmentarz Noratus – pradawną ormiańską nekropolię w pobliżu jeziora Sewan.
  • Wulkan Armaghan (2829 m n.p.m.) – mniej znany szczyt, oferujący rozległy widok na stepowe, pofałdowane tereny

Inne ciekawe miejsca: 

  • Liczne monastyry (np. Tatew, Norawank) 
  • Zrekonstruowana pogańska świątynia Garni
  • Park Narodowy Dilidżan – najbardziej zielony region Armenii
  • Ruiny twierdzy Amberd w masywie Aragacu. 
  • Katedra w Eczmiadzynie – najstarsza na świecie.
Panorama Erywania
Monastyr Chor Wirap
Góra Aragac
Jezioro Sewan
Nekropolia Noratus
Góra Armaghan

W Gruzji odwiedziłem:

  • Tbilisi – pełną zabytków i punktów widokowych stolicę.
  • Twierdzę Ananuri – kompleks zamkowo-klasztorny nad sztucznym zbiornikiem Zhinvali
  •  Gruzińską Drogę Wojenną – malowniczą trasę z Tbilisi do Stepancmindy, oferującą wspaniałe widoki 
  • Monastyr Cminda Sameba koło Stepancmindy – przy odpowiedniej widoczności urzeka widokiem na pięciotysięcznik Kazbek. 
  • Uzdrowisko Bordżomi – leżące pośrodku największego parku narodowego w Gruzji.
  • Wardzię – skalne miasto, wybudowane w średniowieczu wewnątrz wzgórza i mieszczące nawet kilkadziesiąt tysięcy osób.
  • Achalciche – miasteczko znane z rekonstrukcji średniowiecznego zamku.
  • Kutaisi – dawną stolicę Kolchidy, do której rzekomo przybył Jazon po złote runo. 
  • Mestię – główny ośrodek Swanetii, zwany „Gruzińskim Zakopanem”, mimo że mieścina jest ładniejsza i mniej komercyjna od Zakopca.
  • Ushguli – najpiękniejszą wioskę w Swanetii, leżącą na przełęczy u podnóża Szchary – najwyższego szczytu Gruzji
  • Jeziora Koruldi – znajdują się w górach nad Mestią i niestety dopadała mnie tam ulewa, przez którą nic nie zobaczyłem.
  • Jaskinię Prometeusza – popularną atrakcję nieopodal Kutaisi.

Inne ciekawe miejsca:

  • Wybrzeże Morza Czarnego, w tym głośny kurort Batumi
  • Monastyry – np. Dawid Garedża
  • Dolina Truso
  • Park Narodowy Tuszeti na północnym wschodzie kraju
  • Park Narodowy Waszlowani – dziki półpustynny obszar  przy granicy z Azerbejdżanem, zamieszkiwany przez lamparty i hieny.
  • Kanion Martwili i Okatse
  • Mccheta – dawna stolica Gruzji, leżąca w sąsiedztwie Tbilisi. 
Monastyr Cminda Sameba
Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej
Wieża zegarowa w Tbilisi
Skalne miasto Wardzia
Swanecka wieś Ushguli
Jaskinia Prometeusza

Przemieszczanie się po kraju

Skłamałbym, mówiąc że transport na Kaukazie jest łatwy i przyjemny. Podstawę komunikacji zbiorowej stanowią małe busiki, zwane marszrutami, które rządzą się własnymi zasadami. Niektórzy kierowcy odjeżdżają dopiero, gdy zapełnią wszystkie miejsca, w skrajnych przypadkach łącznie z pufami, podstawionymi w korytarzu. Z tego też powodu ciężko zaplanować sobie czas, korzystając właśnie z busików. Na plus z pewnością można wymienić ich cenę, bo przejazdy są naprawdę tanie, zwłaszcza w Armenii. Koszt nawet kilkugodzinnych kursów nie przekracza paru złotych. Jeśli szukamy zatem budżetowego środka transportu, to droga wolna. Niestety, marszruty nie dojeżdżają do wielu turystycznych miejsc, ani na górskie szlaki. 

Kolej w Gruzji i Armenii istnieje, ale jest wolna i raczej mało opłacalna. Nie korzystałem z niej ani razu. Popularną opcją jest natomiast wykupywanie wycieczek zorganizowanych, bądź rezerwacja transportu poprzez agencje turystyczne. Przykładowo, na sześciogodzinnej trasie z Kutaisi do Mestii skorzystałem z usług firmy Budget Georgia, rezerwując miejsce przez maila. Nie jest to może najtańszy środek transportu, ale często najdogodniejszy i od czasu do czasu warto zapłacić trochę więcej i nie męczyć się z kombinowaniem.

A kombinowanie to przede wszystkim autostop. Ten działa szczególnie dobrze w Armenii. Ormianie chętnie zatrzymują się i podwożą potrzebujących, nie oczekując żadnej zapłaty. Większość z nich nie zna angielskiego, więc przydadzą się podstawy rosyjskiego, chociaż i bez tego dałem sobie radę. Łącznie w Armenii korzystałem z autostopu dziesięciokrotnie. W Gruzji łapałem już tylko raz i mimo, że droga była dość ruchliwa i stałem w widocznym miejscu, to wzięli mnie dopiero turyści z Czech. Możliwe, że po prostu miałem pecha, bo na Internecie dominują pozytywne opinie o autostopie w tym kraju. Od siebie mogę powiedzieć, że w Armenii było bardzo przyjaźnie i bezpiecznie i ani razu nie czułem się zagrożony wewnątrz samochodu, no może poza szaleńczym rajdem lokalnego Johna Candy’ego na autostradzie do Erywania.

W miastach jeżdżą autobusy, busiki i taksówki. W Erywaniu i Tbilisi jest metro, a w armeńskiej stolicy także i trolejbusy. Jeśli chodzi o taxi, to w Armenii najlepiej korzystać z aplikacji Yandex Go, którą warto zainstalować przed wyjazdem, bo lubi się kiepścić, a w Gruzji z Bolta. Stawki są naprawdę przystępne.

Najskuteczniejszym sposobem na zwiedzanie Gruzji i Armenii jest jednak wynajęcie samochodu. Bez większych problemów da się znaleźć wypożyczalnie, oferujące korzystne ceny, a paliwo jest wyraźnie tańsze niż w Polsce. Problemem mogą okazać się wymagające górskie drogi i chaotycznych ruch uliczny w większych miastach, przede wszystkim w Erywaniu. 

Gdybym miał ocenić, który kraj jest lepiej skomunikowany, to powiedziałbym, że Gruzja, ale różnica nie jest duża, a po Armenii łatwiej się podróżuje ze względu na mniejsze dystanse i skuteczniejszy autostop. Nie mówię tu o Erywaniu, który jest okropny do przemieszczania się bez aplikacji Yandex. Pod względem transportu daję zatem remis. 

Zdezelowana marszruta Erywań - Chor Wirap
Przestronność to wyjątek od reguły
Bilet na busik Mestia - Ushguli

Komercyjność i ceny

Gruzja jest zdecydowanie bardziej turystyczna i komercyjna. Odwiedza ją 2.5 raza więcej podróżnych, ale na oko różnica wydaje się jeszcze większa. W Armenii jedynie klasztor Chor Wirap i półwysep Sewanawank były zatłoczone, a w wielu miejscach spotkałem zaledwie kilka osób na krzyż. W Gruzji chyba jedynie w Kutaisi i niektórych zakamarkach Tbilsii było całkiem spokojnie. Nie są to oczywiście takie tłumy, jak w zachodniej Europie, ale jednak serce mi krwawi, jak widzę hotele i restauracje, powstające na przełęczach i w górskich wioskach. W Armenii nie ma tego na taką skalę, przez co kraj wydaje się bardziej naturalny i nieodkryty, czym mocno zyskuje.

Jeśli chodzi o koszty, to także Armenia wychodzi taniej, chociaż i  Gruzja do drogich kierunków nie należy. Krótko porównując:

Zakupy spożywcze – tańsze w Armenii, ceny trochę niższe niż w Polsce (niektóre produkty droższe, chociażby nabiał).

Jedzenie w restauracjach – porównywalne koszty, możliwe, że w Gruzji odrobinę taniej. Da się bez problemu najeść za około 20-25 zł).

Transport – tańszy w Armenii

Paliwo – tańsze w Gruzji

Noclegi – tańsze w Gruzji

Bilety wstępów – tańsze w Armenii

Ogólne zakupy (np. ciuchy, pamiątki, kosmetyki) – taniej w Armenii 

Także pod kątem komercyjności i wydatków Armenia górą, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. 

Taki widok nie jest bliski memu sercu - Gruzja
W kraju Ormian łatwiej o miejsca bez żywej duszy

Ludzie

Ormianie to prawdopodobnie najsympatyczniejszy i najbardziej gościnny naród, z jakim się dotąd zetknąłem. Turcy pewnie by się nie zgodzili. Nawet jeśli nie znasz języka, to miejscowi są bardzo przyjaźni i cieszą się z obecności turystów. Praktycznie nie miałem nieprzyjemnych sytuacji i nikt nie próbował mnie naciągnąć. Jeden mężczyzna, która podwoził mnie autostopem, powiedział nawet, że jakbym zostawił przypadkiem plecak w jego aucie, to wróciłby 40 km, żeby mnie odnaleźć i go oddać.

Gruzini z kolei mnie zawiedli. Możliwe, że w mniej turystycznych regionach są bardziej sympatyczni i pomocni, albo po prostu miałem mało szczęścia. Co prawda, poznałem kilku sympatycznych ludzi, chociażby właściciela hostelu w Tbilisi, który pracował w Polsce i powiedział, że nie muszę płacić za pranie. Niestety, spotkałem się też z niejednym gburowatym i nieprzyjaznym zachowaniem. Mało kto odpowiada dzień dobry, a jeśli nie znasz języka, to tracisz na starcie i jak rozmówca nie potrafi mówić po angielsku, to z dużym prawdopodobieństwem nawet nie będzie próbował się z tobą dogadać. Miałem też sytuację, kiedy przypadkowo wszedłem na nieoznaczony prywatny teren (dokładnie łąkę przy gospodarstwie), a właściciel zażądał myta. Gdy odmówiłem, był bardzo agresywny i wydzierał się „Get out, get out!”. Myślałem, że mi przyłoży.

Także Ormianie zrobili na mnie zdecydowanie lepsze wrażenie. Mimo wszystko wciąż czuję sympatię do Gruzinów, ale spodziewałem się znacznie lepszego podejścia. Podejrzewam, że niechęć wynika po prostu z gwałtownego rozwoju turystyki, który wielu mieszkańcom nie jest na rękę. Gorzej, że w hostelach i pensjonatach, gdzie jest już to na rękę, też spotykałem się z bucostwem. 

Kultura i kuchnia

Oba państwa szczycą się długą historią i chrześcijańską tradycją. Zarówno Ormianie, jak i Gruzini są bardzo religijni i zrzeszają się w narodowych kościołach wschodnich. Gruzja jest bardziej różnorodna kulturowo i językowo, ale Armenia przez mniejsze skomercjalizowanie wydaje się bardziej autentyczna, więc wybieram tutaj ją. 

Pod względem kulinarnym nie mam natomiast zamiaru porównywać, bo raz, że totalnie nie uważam się za autorytet w tej dziedzinie (zwłaszcza, że nie jadam cebuli, po której mam problemy), a dwa, że w Armenii tylko dwukrotnie jadłem lokalne potrawy. Dolma, czyli ichnie gołąbki, smakowała dobrze, a smażony górski ser już niekoniecznie – mogliby się uczyć od Czechów. Gruzińska kuchnia jest natomiast jedną z moich ulubionych. Koniecznie spróbujcie chinkali i wszystkich rodzajów chaczapuri. Można popić je gruzińską lemoniadą, albo czymś mocniejszym, chociaż jako zdecydowany abstynent nie mam zamiaru promować tu żadnego alkoholu. 

Dolma - armeńskie gołąbki
Pierożki chinkali
Chaczapuri adżarskie

 Transport z Polski

Loty do Gruzji są zdecydowanie łatwiejsze do znalezienia i bardziej opłacalne cenowo. Do Tbilisi i Batumi ciężko znaleźć tanie połączenia, ale Kutaisi jest naprawdę dobrze skomunikowane z naszą ojczyzną. Bezpośrednie loty do Armenii są rzadsze i mnie bardziej opłacało się lecieć do Erywania z Budapesztu, ale to też dlatego, że szukałem połączenia na szybko i to pod koniec lipca. 

Podsumowanie

Z tekstu można wywnioskować, że bardziej podobała mi się Gruzja. Jest tam więcej do zwiedzania, bardziej różnorodnie, zielono, a przy tym można dobrze pojeść. 

Jednak, tak szczerze, lepiej wspominam czas spędzony w Armenii. Moim zdaniem nie ustępuje ona wiele Gruzji pod wyżej wymienionymi względami, a czułem się tam zdecydowanie przyjemniej z uwagi na przemiłych i pomocnych ludzi, oraz poczucie autentyczności. Ponadto podróżowanie autostopem znacznie ubarwiło pobyt w tym państwie i pozwoliło na więcej emocji i kontaktu z miejscowymi. 

Jednakże, choć Armenia stała się bliższa memu sercu, rekomenduję w pierwszej kolejności odwiedzić Gruzję, zwłaszcza, jeśli od przygód i autostopu wolicie po prostu zwiedzanie ładnych miejsc. Atrakcje tego państwa nie powinny was zawieść, a jeśli spodoba wam się Gruzja, to polecam udać się i do Armenii. 

Armeńska flaga, a w tle Ararat
Zapraszam do Gruzji!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *